Dla kandydatów do parlamentu drogi jest wyborca, a po wyborach drożeje wszystko. Z obietnic dla wyborców nie wiele staje się faktem. Dlatego wielu wyborców zastanawia się nad tym czy pójść na wybory, czy nie. Oczywiście dla tych, którzy interesują się polityką nie jest obojętnym kto wygra wybory – nie ma zbędnego tracenia czasu. Działkowcy również wiedzą doskonale, że nie idąc na wybory też głosują, jednak wtedy jest to głos na kandydata, który nie koniecznie musi być ich sprzymierzeńcem.
System wyborczy jest tak skonstruowany, że premie otrzymują osoby aktywne, uczestniczące w życiu publicznym. Dlatego jeśli nie pójdziemy na wybory, to też wybieramy jednak z tą różnicą, że to nasz bierny wybór kandydatów, których nigdy byśmy nie wybrali.
Jestem działkowcem od 34 lat i w okresie ostatnich 25 lat wielokrotnie przeżywałem widmo likwidacji ogrodów, którą szykowali nam rządzący politycy.
To, że ogrody działkowe w miastach nie zostały zabetonowane, jest zasługą przede wszystkim Polskiego Związku Działkowców a także polityków, którzy nie godzili się z dyktatem większości parlamentarnej i rządowej.
Dlatego 25 listopada 2015 r. wraz z całą moją rodziną zagłosujemy na kandydata, który zawsze był i jest przyjazny działkowcom, ogrodom i popiera wiodącą rolę Polskiego Związku Działkowców w istnieniu i rozwoju ogrodów działkowych Podobnie uczynią moi znajomi działkowcy, ponieważ uważają, tak jak ja, że powinniśmy wybrać parlament spośród kandydatów, którzy po wyborach dotrzymują obietnic. A tacy są wśród kandydatów na posłów z okręgu wałbrzyskiego.
Roman Janik
z ROD „Podzamcze” w Wałbrzychu